Rok szkolny się zaczął a wraz z nim wiele pytań z nią związanych. Oceny, motywacja do nauki, nauczyciele, zachowanie czy generalnie sens nauki – tym dziś żyjemy wszyscy – uczniowie, nauczyciele i rodzice.

Być najlepszym. O ocenach słów kilka.

Z racji tego, że uczę w szkole, ale sama też kiedyś byłam przecież uczniem, wiem jak trudne jest to zagadnienie. Dla dziecka i dla rodzica, a często dla rodzica nawet bardziej niż dla dziecka.

Wiecie ile dzieci płacze przez 4? Kiedyś to była dobra ocena, ale obecnie – w czasach ciągłego poczucia, że trzeba być najlepszym i wciąż się doskonalić, czwórka u coraz większej liczby dzieci wywołuje niemal spazmy. A gdy zgłębi się temat, to okazuje się, że ta czwórka nie jest wcale katastrofą dla samego dziecka, ale dla jego rodzica.

Wcale nie chodzi tu o to, żeby zostawić dziecko samemu sobie i niech tam się uczy jak chce. W końcu jesteśmy rodzicami i zależy nam na naszych pociechach, więc to normalne, że w jakiś sposób musimy i będziemy ingerować w proces jego edukacji i wyników w nauce. Ale róbmy to z głową. I my – rodzice, i nauczyciele.

Jak oswoić oceny. Liczą się starania.

Nie oszukujmy się, każdemu, nawet dorosłym zależy, żeby być dobrze ocenianym czy to na studiach czy w pracy. Nie da się całkowicie pozbyć ocen – z nimi będziemy się spotykać przez większość naszego życia. Z dziećmi jest tak samo. One też chcą być chwalone, ocenione dobrze, ale co ważne – sprawiedliwie. Często jest tak, że dzieci mają pewne oczekiwania co do ocen, ale okazuje się, że za tymi oczekiwaniami nie idzie praca włożona w naukę. Nie chodzi tu wcale o godziny w domu poświęcone na ślęczenie nad książkami i zero życia jak to się mówi. Chodzi o zaangażowanie w zdobywanie i pogłębianie swojej wiedzy, o starania, o systematyczność i o zachowanie, stosunek do przedmiotu. Z wielu podręczników dla rodziców o wychowaniu dziecka, całkiem mądrych i ciekawych przyznam, płynie jeden wniosek – ucz dziecko, że liczą się chęci, starania, potrzeba doświadczania czegoś nowego a nie tylko wyniki tych starań i działań. Takie jest życie, raz coś wyjdzie, raz nie, tak jak w przypadku ocen, ale to nie znaczy, że trzeba odpuścić. Trzeba liczyć się z tym, że czasem coś pójdzie nie po naszej myśli, trzeba to więc na spokojnie przeanalizować i zastanowić się jak to to poprawić. Właśnie – poprawić, spróbować – tego powinniśmy uczyć my, dorośli – rodzice i nauczyciele.

Jak zachęcić dziecko do nauki i przy okazji do „dobrych” ocen.

Dziecko to dziecko i nie oszukujmy się – gdyby miało wybrać między dobrą zabawą na podwórku a rozwiązywaniem zadań z matmy, chyba wiadomo, co by wygrało. Dobrze, jeśli dziecko dostrzega cel swojej nauki i wie, że kiedyś, gdy już będzie dorosłe będzie miało pracę tak samo jak jego rodzice. Dlatego teraz ma okazję zdobyć pewną wiedzę o świecie, którą kiedyś będzie mogło wykorzystać. Tak, wiem, powiecie, że w szkołach nie uczą niczego pożytecznego, ale to nie prawda. Wiadomo, że nie każdy przedmiot lub każde zagadnienie z danego przedmiotu przyda się nam w zyciu – ale poznanie wszystkiego poszerza naszą wiedzę, horyzonty. Daje możliwość wyboru, poznania siebie, co lubię, w czym jestem dobry. Oczywiście, wiele jest do zmiany w naszym systemie, ale myślę, że to co szkoła proponuje dzieciom obecnie (dużo ciekawsze lekcje niż kiedyś, komputery, tablice multimedialne, często tablety, ciekawe wycieczki czy konkursy z fajnymi nagrodami), to wcale nie tak mało. Sporo się zmieniło przez te 20 lat gdy ja byłam w szkole. Obecnie dzieciaki mają większemożliwości a i sami nauczyciele są bardziej kreatywni (wiadomo, jak w każdym zawodzie bywa różnie, ale nie jest źle). Myślę, że w obenych czasach bardziej zwraca się też uwagę na ucznia, jego problemy i potrzeby niż kiedyś.

Fajnie by było, gdyby dziecko lubiło też miejsce, w którym spędza często więcej czasu niż w domu. Idelnie też byłoby gdyby uwielbiało wszystkie przedmioty, a najlepiej gdyby z nich wszystkich  dostawało piątki i szóstki. Niestety, jest to nierealne. Nie dlatego, że dzieciaki są leniwe czy cos takiego (oj, może czasem są, ale kto ma ich zachęcać do nauki jak nie dorośli – rodzice i nauczyciele), ale przede wszystkim dlatego, że dzieciaki się różnią. Każdy jest inny, jeden jest lepszy z matmy, drugi z polskiego, a trzeci pięknie maluje. To nie jest tak, że teraz najlepiej odpuścić wszystko inne i skupić się tylko na swoim ulubionym przedmiocie, na swoim być super grzecznym, a inne „olewać”, bo są nieciekawe. Nie tędy droga.

Jak sprawić, żeby nauka nie była dla dziecka przymusem i nie kojarzyła się z przykrym obowiązkiem?

Myślę, że nauczyciel odgrywa tu olbrzymią rolę, ale na równi z nim stoją rodzice. Dzieci lubią jasność zasad i sprawiedliwość (o szacunku już nie wspomnę – to oczywiatość), bo wtedy wiedzą na czym stoją, jakie są wobec nich oczekiwania. To wydaje się błahostką, ale to podstawa. Rodzice też powinni wspierać szkołę i nie mieć do niej stosunku takiego jakby to było więzienie a wszyscy nauczyciele źli i niesprawiedliwi. Bo, jeżeli takie jest nastawienie rodziców, to ciężko zmotywować dzieci do nauki, do właściwego zachowania na lekcji choćby nie wiem co.

Szkoła nie jest zła. To nie jest miejsce, które pozbawia nas dzieciństwa. Szkoła może być fajna, może nie kojarzyć się tylko i wyłącznie z pędem za ocenami lub popularnością i przykrym, bezużyteczne obowiązkiem. Szkoła przygotowuje do dorosłości i nie zgadzam się z tym, że odbiera dzieciństwo. Wiecie, nie lubię perfekcyjnej organizacji, ale nie da się żyć bez zasad, bez obowiązków. To na dłuższą metę nie działa. Szkoła to drugi dom, dlatego wspólnymi staraniami zarówno nauczycieli, rodziców jak i uczniów, wspólnym rozwiązywaniem bieżących problemów można sprawić, żeby było po prostu fajne i żeby kiedyś, będąc dorosłym z łezką w oku chciało się powrócić do „tamtych lat”.

Jakie Wy macie wspomnienia ze szkoły? Lubiliście? Ja lubiłam, no może gimnazjum trochę mniej, ale podstawówkę i liceum wspominam z łezką w oku i tak sobie czasem myślę, że fajnie byłoby się cofnąć w czasie choćby na chwilę.

 

 

Share:
Written by omatulu!
O matulu! Mama, żona i nauczycielka. Zwykła-niezwykła, jak każda kobieta i jak każda matka.