Każdy rodzic zadaje sobie od czasu do czasu, a bywa, że i codziennie, pytanie o to czy jest dobrą matką albo dobrym ojcem. Zabawne, albo i nie, ale pytanie to raczej pojawia się pewnie przy okazji jakiegoś „złego” zachowania naszej pociechy, napadu złości dziecka, „buntu” dwulatka albo też, w przypadku nastolatków, okresu dojrzewania. I to wtedy najczęściej dopada nas poczucie, że nie dajemy rady, że jesteśmy beznadziejni i że inni na pewno radzą sobie lepiej.

(Nie)idealni rodzice pod ostrzałem.

Dlaczego tak często mamy poczucie porażki i tego, że nie dajemy rady, zarówno jeśli chodzi o wychowanie jak i prowadzenie domu? Przede wszystkim, musimy sobie uzmysłowić, że żyjemy w czasach, gdzie niemalże każdy o każdym wszystko wie, jakakolwiek rodzicielska wpadka zostaje natychmiast nagłośniona w mediach, czyniąc, nie zawsze słusznie, z rodziców ludzi totalnie nieodpowiedzialnych, nie nadających się wręcz do posiadania dzieci. Nie chodzi tu wcale o jakieś patologiczne przypadki notorycznego zaniedbywania dzieci i znęcania się nad nimi. Chodzi o normalnego rodzica, o matkę, o ojca, którzy swoje dziecko kochają, troszczą się, poświęcają tyle czasu ile mogą, a miewają chwile zwątpienia.

Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze presja społeczna, żeby być rodzicem obeznanym w poradnikach, zadbanym, najlepiej odżywiającym się super zdrowo, dbającym o dobrą kondycję swoją, partnera i dziecka. Oczywiście, dobrze też być super pracownikiem, najlepiej to pracownikiem miesiąca (a idealnie to być nim co miesiąc), dawać z siebie wszystko zarówno w pracy, jak i w domu. A – i najważniejsze – koniecznie mieć czas dla siebie, męża czy tam partnera, na dziecko też, na swoje pasje, na samorealizację. W sumie na dziecko za dużo czasu też mieć nie można, bo się je rozpuści, a jak za mało, to jeszcze gorzej. Generalnie, to wszystko w dzisiejszych czasach musi być na tip-top i fit, tylko nie bardzo już wiadomo co to właściwie znaczy.

(Nie)zły rodzic.

„Nie do pomyślenia, bezstresowe wychowanie” szydzą ciocie-klocie i babcie-dobre rady widząc dwulatka krzyczącego w sklepie, bo mu się znudziło stanie z mamą w kolejce po pieczywo albo drącego się w niebogłosy na placu zabaw jakby go ktoś do gorącego pieca wkładał na trzy zdrowaśki niczym książkowego Antka. O tak, niektóre ciocie i babcie nie pomagają. Często dogadują, że kiedyś dzieci nie były tak rozpuszczone, a to, że kiedyś i dziecko było zadbane i dom, a przecież pralek nie było i pieluchy trzeba było uprać i wyprasować i jeszcze obiad ugotować. A jak rodzic, nie daj Boże, sięgnie po komórkę, to już się ciągną komentarze, że nic innego nie robią te młode tylko w telefony patrzą a dzieci samopas puszczone. Jak matka umalowana, to źle, bo pewnie godzinami ślęczy przed lustrem zamiast obiad gotować, ale bez makijażu też niedobrze, bo wtedy znaczy, że niezaradna, bo jak o siebie zadbać nie umie, to i o dom też.

I co tu robić nie-zły rodzicu? Niezły ojcu, niezła matko? Jak ogarnąć rzeczywistość, jak ogarnąć dziecko, dom, siebie? Chyba po prostu robić swoje, czasem odpuścić, czasem pozwolić sobie na gorszy dzień, bo świat się od tego nie zawali i pozwolić sobie na bycie trochę nieidealnym w każdej sferze, bo ideałów w końcu nie ma. I trzeba przyjąć wreszcie do wiadomości, że dla swojego dziecka, dla najważniejszej osoby w Waszym życiu, każdy rodzic zawsze jest idealny i nic ani nikt tego nie zmieni!

Czy bycie rodzicem w dzisiejszych czasach to pikuś? Czy zbytnio wszystkiego nie przeżywamy?

 

 

Share:
Written by omatulu!
O matulu! Mama, żona i nauczycielka. Zwykła-niezwykła, jak każda kobieta i jak każda matka.