Wielu rodziców po urodzeniu dziecka zastanawia się kiedy jest ten najlepszy moment na powrót do pracy. Czy najlepiej zrobić to zaraz po macierzyńskim lub tacierzyńskim, a może jednak skorzystać z urlopu wychowawczego?

Im bliżej wyboru, tym częściej w głowie rodzica krążą pytania o to czy aby dziecko nie jest za małe, żeby zostało z nianią lub poszło do żłobka bądź przedszkola?

Najlepszy moment na powrót to…

Nie ma czegoś takiego jak najlepszy moment. Każdy z nas jest inny, ma inne potrzeby i możliwości. To, co dla jednych jest świetnym rozwiązaniem, wcale nie oznacza, że dla nas też będzie.

Wracać zatem czy zostać?

Przede wszystkim przeanalizujcie waszą sytuację rodzinną. Czy musicie wrócić do pracy zaraz po macierzyńskim (ojcowskim) czy po prostu chcecie to zrobić? Jedni wracają do pracy ze względów finansowych, a inni najzwyczajniej w świecie tego chcą i potrzebują, bo nie wyobrażają sobie życia bez pracy i kontaktu z ludźmi. Przemyślcie co będzie lepsze dla was i waszego dziecka – opiekunka, może babcia, czy jednak żłobek lub przedszkole. Podliczcie koszty, zwróćcie uwagę, że przy mniejszym dziecku, częstotliwość chorób w żłobku jest większa, więc niania wydaje się bardziej korzystną opcją. Ale jak we wszystkim – nie ma reguły, bo jedne dzieci chorują częściej, inne rzadziej, a zdarzają się i takie, które jakoś przetrwają nietknięte żadnym podłym wirusem.

Rodzic też się liczy.

To normalne, że od urodzenia dziecka to właśnie ono liczy się dla nas najbardziej i na pierwszym miejscu stawiamy jego potrzeby. Ale pamiętajmy, że dobry rodzic to rodzic szczęśliwy i spełniony (chyba nie muszę dodawać, że i wyspany, ale na to trzeba trochę poczekać. Odegramy się jak dzieciaki będą nastolatkami). Najważniejsze to uświadomić sobie, co dla waszej rodziny jest dobre i na co możecie sobie pozwolić. Nie patrzcie na docinki innych i ciągle pytania o to „kiedy do pracy?” albo wprost przeciwnie – „już do pracy? A co z dzieckiem?”

Każda mama, każdy tata jest inny.

Każda rodzina jest inna i musicie wybrać to co wydaje się być najlepsze tylko i wyłącznie według Was, nie sąsiadki, nie cioci, nie koleżanek. Jeśli chcecie i możecie zostać w domu na wychowawczym, to zróbcie tak. Mi po macierzyńskim nie opłacało się wracać do pracy, bo to co zarabiam musiałabym przeznaczyć na żłobek (do państwowego niestety nas nie przyjęli). I wiecie co – dla mnie to była super decyzja. Dla mojego malucha i męża też. Może zimą było trochę nudniej, bo na dworze nie spędzaliśmy tyle czasu co wiosną czy latem, a powoli brakowało już pomysłów na ciekawe zajęcia, a i obiad przecież też trzeba było ugotować, mieszkanie jakoś ogarnąć, ale nic to – daliśmy radę i w sumie przyznam, że przez ten rok miałam okazję dzień w dzień obserwować jak syn się zmienia nie tylko fizycznie, ale jak zmieniają się jego zachowania czy umiejętności i emocje (cóż, czasem bywało ciężko i wtedy plułam sobie w twarz, że nie jest w żłobku. Żartuję, aż tak źle nie było). Najlepsze w tym wszystkim były nasze spokojne poranki, bez pośpiechu, bez obaw, że spóźnię się do pracy. Mieliśmy swój plan dnia, bez spiny, na luzie i bardzo to doceniam. W naszym przypadku kwestię kontaktu z rówieśnikami mieliśmy ułatwioną z racji tego, że na osiedlu mamy kilka mam i babć z maluchami w tym samym wieku, więc często się razem umawialiśmy na spacery lub przechowywaliśmy wzajemnie w domach w razie złej pogody czy smogu.

Każdy kij ma dwa końce, dlatego nie oceniaj.

„Siedzenie” (tak, tak, bo przecież jak wychowuje się dziecko w domu, to się głównie siedzi, prawda?) z dzieckiem w domu może być też przytłaczające. To, że dla mnie ten sposób się sprawdził, nie znaczy wcale, że jest to super rozwiązanie dla wszystkich. Lubię gotować, w sumie to lubię też domowe obowiązki, więc to całe „siedzenie” w domu nie było jakąś mordęgą, ale to normalne, że dla kogoś innego może być. Codzienne gotowanie obiadków, i to dwóch dań, bywa w końcu męczące. No dobra, może i zupę robiłam raz na dwa dni i mroziłam, więc miałam zapasy pierwszego dania w zamrażalniku, ale drugie to było wyzwanie. Oprócz gotowania jest przecież jeszcze syzyfowe ogarnianie mieszkania w ciągu dnia, a wszędobylskie zabawki przyprawić mogą nawet spokojnego rodzica o niezły szał. Nie wszyscy muszą wielbić taki styl życia. Są mamy jak i tatusiowie, którzy po prostu lubią chodzić do pracy, mieć swój świat, a potem wracać do domu i zajmować się dzieckiem i to właśnie wtedy czują, że dają z siebie najwięcej.

Pamiętajcie, że przecież nie tylko ilość czasu z dzieckiem jest najważniejsza, ale jego jakość. Stając więc przed wyborem między wychowawczym a pracą, miejcie tego świadomość i nie dajcie sobie wmówić, że powracając do zawodu w jakiś sposób krzywdzicie swoje dziecko. Wszystko da się zaplanować i na pewno uda się Wam pogodzić pracę z życiem domowym. Oczywiście zdarzają się sytuacje ekstremalne, ale z obserwacji koleżanek (no tak, akurat w moich kręgach to koleżanki były na macierzyńskim lub wychowawczym) widzę, że dla kobiety praca i dziecko są do pogodzenia. Nie ma co ulegać jakimś stereotypom, że matka to zły pracownik i wcale te moje koleżanki nie nadużywały zwolnień z powodu choroby dziecka. Śmiem twierdzić też, że matki i ojcowie, czyli po prostu rodzice to lepsi pracownicy, bo im po prostu zależy – w końcu stabilizacja finansowa w rodzinie to ważna rzecz.

Ja wracam do pracy już za miesiąc. Szczerze mówiąc, dopiero teraz, po wychowawczym, jestem na to gotowa. Syn ma już dwa i pół roku i daje radę w przedszkolu, zaklimatyzował się i po trzech tygodniach nawet mówi, że mu się podoba (nieźle jak na fakt, że początkowo nawet nie chciał słyszeć słowa „przedszkole”). Rok temu, na samą myśl o powrocie do pracy, zadręczałam się pytaniami o to jak dam radę wszystko pogodzić i jak syn to zniesie? Widać, potrzebowałam czasu na to by do tego dojrzeć. Dojrzałam ja, dojrzał i syn i teraz nic tylko powracać do swojego ukochanego zawodu. Wiem, że lekko nie będzie, bo dojazd trochę zajmuje a zakupy i kolacje same się nie zrobią, dziecko też przecież odebrać z przedszkola będzie trzeba (i najlepiej o jakiejś ludzkiej porze, żeby nie zasnął w drodze do domu), ale teraz jestem na to po prostu gotowa i już!

A jak u Was? Wracacie, czy jednak zostajecie z maluchem jeszcze jakiś czas? A może już dokonaliście wyboru i sprawdziliście na własnej skórze jak to wygląda w realu? Dajecie radę?

 

Share:
Written by omatulu!
O matulu! Mama, żona i nauczycielka. Zwykła-niezwykła, jak każda kobieta i jak każda matka.