O matulu! Gdybym ja wcześniej trafiła na niektóre strony i o pewnych rzeczach wiedziała wcześniej. Dlatego też, postanowiłam podzielić się z Wami kilkoma bardzo fajnymi stronkami i informacjami, które z perspektywy czasu są dla mnie bardzo istotne.

1. Karmienie piersią. Hafija pomoże na wszystko!

Generalnie z przygotowaniami do narodzin jest tak, że skupiamy się na wszystkim – na tym jak zmieniać pieluchy, na tym, żeby wszystkie ubranka i pościel były gotowe, a zapominamy o karmieniu. Mi osobiście wydawało się, że to bardzo naturalna czynność i wszystko pójdzie jak z obrazka. Niestety, w moim przypadku nie wyglądało to tak kolorowo, ale na szczęście jakoś, dzięki dobrym, profesjonalnym stronom, wsparciu Męża i koleżanki, oraz poradzie laktacyjnej poradziłam sobie z problemami z karmieniem, bo to wcale nie jest takie proste i naturalne, przynajmniej nie dla wszystkich mam.

Gorąco polecam do poczytania, nie tylko w temacie karmienia, stronę Hafija.pl. Bardzo fajna strona, na której znajdziecie rzetelne informacje o tym jak karmić, a co najważniejsze jak sobie radzić z problemami z karmieniem, czyli zastojami, nawałami, „brakiem mleka” oraz innymi niespodziankami. Nie zrażajcie się jednak, owszem, czasem takie problemiki się zdarzają, ale generalnie karmienie to samo zdrowie dla dziecka i matki oraz radość i oszczędność, takie 3 w 1. Dodam tylko, że zanim urodziłam, to jakoś w głowie mi się nie mieściło, że ktoś może jakoś jeść mojego cycka. Tak było, przyznaję. Ale natura robi swoje i wraz z przyjściem dziecka na świat głupie myśli ustępują tym mądrzejszym 😀

W temacie karmienia polecam również http://www.mlekiemmamy.org.

Warto sobie poczytać na temat karmienia, bo niestety nie wszystkim kobietom przychodzi to tak łatwo, ale warto wiedzieć, że w większości przypadków gdzie „mleko się skończyło” pomogłaby wiedza i fachowa pomoc laktacyjna.

2. Kwartalnik laktacyjny. Do pobrania i poczytania na necie. Bezpłatny. Z tego co kojarzę, współtworzy go Hafija. Warto poczytać.

3. Mazidełka dla przyszłej mamy.

Czym się mamuśka ma pielęgnować? Polecam olej kokosowy do smarowania po kąpieli. Smarowałam nim całe ciało, oprócz twarzy, delikatnie brzuch i piersi. Myślę, że pomogło, bo jakoś w miarę teraz wyglądam i rozstępów nie mam. Dodam tylko, że nie przemawia do mnie smarowanie brzucha w ciąży jakimiś balsamami, które kto wie co tam w sobie zawierają. Olej kokosowy, oprócz tego, że dobrze nawilża, działa antybakteryjnie. Kupując olej, wybierajcie nierafinowany i najlepiej jakiś Bio. Zwracajcie uwagę na datę przydatności.

Polecam też, w razie czego, balsam Lipikar Ap Baume plus, La Roche Posay, bo niestety mam kilka bardzo suchych miejsc na ciele, gdzie tylko on mi pomaga. Koszt ok. 70 złotych, ale faktycznie jest bardzo dobry i akurat na te miejsca olej ani inny apteczny balsam się nie sprawdził.

Na popękane brodawki polecam maść z lanoliny. Do wyboru jest wiele, wśród nich Lansinoh lub Purelan Medeli. Są super, ze względu na to, że to czysta lanolina. To ważne, bo dzięki temu nie trzeba zmywać maści z piersi przed karmieniem. Możecie też poszukać w Rossmanie Babydream fur Mama, Brustwarzensalbe, jest tani i również nie trzeba go zmywać z piersi. Weźcie ze sobą taką maść do szpitala. Nawet po kilku ssaniach mogą okazać się baaardzo pomocne.

4. Kąpiele i pielęgnacja maluszka.

Do kąpieli do około 6 czy nawet 8 miesiąca życia nie używaliśmy żadnych płynów ani mydła, tylko kilka kropel oleju kokosowego do wody, który działa antybakteryjnie i nawilża skórę. Główkę też tak myliśmy, nie było problemu z ciemieniuchą. Ale oczywiście jest to kwestia indywidualna, bo skóra każdego dziecka jest inna. Ja polecam to co my sami używaliśmy.

Przeciw odparzeniom – Linomag. Bardzo ważne – przeciw ale i na, w razie gdyby się pojawiły. Działa cuda. Po każdej kąpieli i po osuszeniu skóry ręcznikiem, położna poradziła mi posmarować pupę grubszą warstwą linomagu. Faktycznie, Olo tylko raz miał delikatnie czerwoną pupę. Myślę, że dzięki temu i częstej zmianie pieluch. Polecam zamówić większą ilość z internetu, bo szło tego Linomagu dużo.

Mycie  i chusteczki nawilżające – na szkole rodzenia polecili nam, żeby przemywać pupę po kupie czy siku zwykłą, letnią wodą z kranu, albo ręką albo wacikami. Robiłam tak po każdym siku i kupie, następnie warstwa Linomagu i zero podrażnień czy odparzeń. Chusteczek mokrych (Rossmana lub Dady, bo mają ok skład, używaliśmy tylko na dworze czy w podróży). Jakoś nie przemawia do mnie ciągłe przemywanie małego dziecka takimi chusteczkami.

5. Konsultacja z fizjoterapeutą dziecięcym.

Generalnie powiem tak. Po porodzie polecam wizytę z dzieckiem u fizjoterapeuty dziecięcego. Ok, koszt to np. w Warszawie ok. 100 zł, ale warto! Pediatra nie powie Wam wszystkiego o noszeniu, niwelowaniu napięcia mięśniowego lub słabego napięcia. U nas w 3 tygodniu u Olka pojawiła się gulka na szyi – my w panice, że to już jakiś guz albo odczyn poszczepienny (bo wiadomo, że od razu wszystko człowiekowi do głowy przychodzi). Okazało się, że to kręcz szyi – powstał pewnie przy porodzie – i ten guzek to był przerośnięty mięsień i blizna na nim. Ale szybko działaliśmy i po 3 miesiącach bezbolesnej rehabilitacji (2 razy w tygodniu i w domu codzienne „ćwiczenia”) i wszystko było ok. Później kontrola co kilka miesięcy i teraz wszystko jest dobrze. Ale oprócz tych ćwiczeń Pani fizjoterapeutka pokazała nam też techniki prawidłowego podnoszenia, odkładania, noszenia i przewijania dziecka, bo to wszystko ma znaczenie. Generalnie, niby każdy coś tam wie – podtrzymywać główkę itp, ale tu chodzi o taką pozycję, żeby była i zdrowa dla dziecka i żeby rodzic się przy tym nie wykończył. Warto zadbać o taką konsultację, bo późniejsze wady postawy są spowodowane między innym złym noszeniem niemowląt.

6. Laktator to nie wyznacznik ilości mleka. Karmię 2 i pół roku i ani razu nie byłam w stanie odciągnąć mleka laktatorem (a miałam ich 3). Kilka kropel dosłownie i tyle – a jakoś to dziecko wykarmiłam, więc nie dajcie sobie wmówić, że jeśli nie jesteście w stanie ściągnąć pokarmu, to znaczy, że go nie macie. Jeśli chodzi o laktatory, do wyboru są ręczne i elektryczne. Ja miałam i taki i taki, ale tylko elektrycznym byłam w stanie cokolwiek odciągnąć.

7. Pomoc w karmieniu. Są kryzysy życiowe i są kryzysy laktacyjne. Wiecie, mam koleżanki, które karmiły bezproblemowo, mam takie, które zdecydowały przejść na butelkę, bo nie miały pokarmu (dziwne, że akurat rodziły w jednym szpitalu, innym niż ja i akurat jak większość stamtąd – powiedziano im, że mają złą budowę sutka. No, ja na przykład miałam wklęsłe sutki, dlatego Olkowi było trudno go chwycić i ssać. 3 miesiące zajęło mu nauczenie się jak to robić i około 2 miesiąca skorzystałam z konsultacji (niestety prywatnie) doradcy laktacyjnego. Więc jeśli masz problem z karmieniem, a zależy Ci na karmieniu naturalnym, skorzystaj z takiej porady (samemu trzeba szukać numeru w Internecie niestety). Koszt ok 100 zł, ale mleko modyfikowane jest w końcu dużo droższe.

8. „Butla” też dla dziecka. Pamiętaj – jeśli z jakiegoś powodu nie możesz lub nie chcesz karmić naturalnie, masz do tego prawo i tyle. Nie ma co patrzeć, co myślą o tym inni i się zadręczać, że jednak nie jest to mleko swoje. No może nie jest, ale jest tak skomponowane, że na pewno dziecku nie zaszkodzi! Trzeba tylko wybrać odpowiednie, pediatra pomoże wybrać najbardziej odpowiednie dla Twojego maluszka. Jeśli karmisz butelką, to z relacji koleżanek, zaopatrz się w termos, dobrze mieć szklany. Wtedy masz ciepłą wodę do przyrządzenia mleka „pod ręką”, zwłaszcza w nocy.

9. Rozszerzanie diety. Generalnie zalecenia WHO są takie, że po 6 miesiącu. Ja zaczęłam chyba z tydzień czy dwa wcześniej, bo miałam jakieś swoje warzywka. Każde dziecko jest inne i wiadomo, że jeśli będzie to ten tydzień czy dwa przed czy po, to nic strasznego. Ale jednak rozszerzanie w 3 czy 4 miesiącu odradzam. Po co obciążać układ pokarmowy dziecka skoro badania pokazują, że dopiero około 6 miesiąca układ pokarmowy jest gotowy na nowości?

A, bo kiedyś tak było i po 3 miesiącu nam rozszerzano i żyjemy. No może żyjemy, ale ilu ludzi ma problemy żołądkowe i jelitowe – może to też jest spowodowane przedwczesnym podawaniem pokarmów? Po co się kłócić z nauką skoro obecne jest dostęp do takiej technologii, która pokazuje czarno na białym, że około 6 miesiąca, czy że mleko matki po 6 miesiącach karmienia to nie woda. Obecnie, dzięki Internetowi, mamy dostęp do tylu badań, nawet szary człowieczek ma taką możliwość, więc po co obstawać przy czymś jeśli naukowo jest dowiedzione, że jest inaczej.

Tuaj fajne linki o żywieniu:

malgorzatajackowska.com

www.mataja.pl

http://blog.babybyann.com/?s=%C5%BCywienie

https://alaantkoweblw.pl/

10. Wózek.

Wiadomo jak to jest. Pierwsze dziecko – nowy wózek musi być. Ale niekoniecznie, bo często bywa, że po około 9 miesiącach sprzedaje się go i kupuje mniejszą spacerówkę. Wszystko dlatego, że po prostu takie wózki 2 czy 3 w 1 są duże, mają większe koła i często zajmują niemal cały bagażnik w samochodzie. Można więc odkupić taniej wózek w super stanie i dobrej cenie, a wydać więcej na porządniejszą spacerówkę, którą używa się nawet do 3 roku. Przejrzyjcie olx czy jakieś grupy na facebooku typu Mama w Warszawie, Mama w Lublinie itp. Nie mówię tu o tym, żeby nie kupować nowego wózka, bo sama taki miałam, ale warto się nad tym tematem zastanowić.

Co do wózków 2 w 1, można kupić fajny nawet za 700 zł (ostatnio kuzynka miała i byłam poztywnie zaskoczona, że taki fajny i porządny. Fotelik polecam kupić osobno, nie dołączony do wózka, tylko taki z atestem, czyli jakiś Cybex czy Maxi Cosi. Zwracajcie uwagę nie tylko na gwiazdki, ale też na datę produkcji fotelika. Co nam po 5-gwiazdkowym foteliku z 2010 roku. Przez 8 lat w tej kwestii dużo się zmienia.

W czym wybierać jeśli chodzi o wózki? Ja polecam polskie Jedo lub Bebetto. Z zagranicznych chyba wybrałabym Mutsy, choć te polskie wózki mają lepsze „zawieszenie”, są bardzo miękkie, można w nich bujać dziecki i lepiej sprawdzają się na wertepach. Weźcie pod uwagę miejsce swojego zamieszkania – miasto, obrzeża czy wieś, bo tu zawieszenie ma znacznie. My mieliśmy na początku 2 w 1 Jedo Fyn Nevo. Był bardzo fajny, ale ze względu na rozmiar samochodu sprzedaliśmy go po 9 miesiącach i wybraliśmy  typową spacerówkę – Baby Jogger City Mini 4w. Jak dla mnie jest genialny i bardzo, bardzo solidnie wykonany! Ma super dużą budę, która chroni przed wiatrem czy śniegiem w zimie, składa się jedną rkęką na pół. Jego mniejszym odpowiednikim jest Baby Jogger City Mini Zip. Ze spacerówek polecam też Espiro, Joie (zwłaszcza na pompowanych kołach) czy Snap. Znajomi mają i też chwalą.

11. Przydatne grupy.

Nie przepadam za facebookiem, bo jakoś się trochę zaśmiecił ostatnimi czasy, dlatego obecnie używam go głównie do grup typu Mama w Warszawie, Mama w Lublinie czy Mama w Warszawie porady. Na tych lub podobnych grupach można odkupić lub wymienić ubranka, zabawki, ale co dla mnie najważniejsze – uzyskać poradę np. jakiego okulistę lub neurologa polecają mamy, w jakiej placówce jest najmniejsza kolejka itp. Zadaj pytanie, a pojawi się mnóstwo odpowiedzi, ofert i porad i to jest dla mnie fajne. Można też przeszukać tzw. lupkę, bo może już ktoś zadał podobne pytanie lub oferował podobny przedmiot do kupienia. Dzięki tym grupom trafiłam na super Panią okulistkę. Nie ma to jak „z polecenia mam”.

12. Akcesoria dziecięce.

Łóżeczko – kupując łóżeczko, polecam takie, które pod spodem ma szufladki, bo jest to zawsze dodatkowe miejsce na pościel czy ubranka. To po prostu oszczędność miejsca. Fajnie, jak łóżeczko ma wyjmowane szczebelki lub zdejmowany cały jeden bok.

Wanienka – zdziwicie się, ale są wanienki w cenach dobrego telefonu komórkowego. Ja polecam wanienkę z Ikei, bo, choć nie wygląda jest większa i wygodniejsza od takich ze sklepu (taką też mieliśmy u rodziców). Tej z Ikei używamy do tej pory, bo mamy prysznic i synek czasem ma ochotę się wykąpać w wannie. Wanienka jest bardzo poręczna i wygodna.

Torba do wózka –  Kupując wózek 2 w 1 torba jest zazwyczaj w zestawie, ale jeśli chcecie coś innego, to polecam SkipHop (trochę drogie) lub uszycie takiej torby na zamówienie. Na facebooku czy internecie znajdziecie mnóstwo firm, które się tym zajmują. Ja polecam torbę BabyOno So City, są też inne modele. Cena ok. 100 zł, więc jak na taką torbę to niedrogo, a jest ona wykona bardzo starannie, jest trwała, ma dużo przegródek, dzięki czemu nawet ja mam w niej porządek. Dodatkowo wykonana jest z takiego materiału w środku, że wkładając tam zimny napój, długo pozostanie on chłodny nawet w upały.

Termos dla dzieci – bardzo przydatny czy to do tego, żeby mieć pod ręką ciepłą wodę na mleko modyfikowane, czy na to, żeby podać dziecku ciepłą zupkę na spacerze czy w podróży. O termosach pisałam tutaj: http://omatulu.pl/2018/07/05/jak-przechowywac-jedzenie/.

Bujaczek dla dziecka – nie jest konieczny, my obyliśmy się bez, ale teraz bym kupiła, pewnie miałabym dzięki niemu może choć odrobinę więcej chwil wytchnienia i zjadłabym gorący obiad przez pierwszych kilka miesięcy 😀

Przewijak w na pralce w łazience. Podpatrzyłam ten pomysł u koleżanki, która rodziła kilka miesięcy przede mną. To super sprawa, bo po kąpieli, przemywaniu czy ubieraniu dziecka wszystkie kosmetyki są na miejscu. Jak dla mnie przewijak na pralce jest wygodniejszy niż na łóżeczku. Ale uwaga – zawsze bądź przy dziecku na przewijaku. Już takie 3-4-miesięczne niemowlaczki, te silniejsze i bardziej ruchliwe, mogą po prostu spaść z przewijaka.

14. Prasowanie. Gdy na świecie pojawia się dziecko, razem z nim powinna być dołączona jakaś maszyna, która sama prasowałaby ubrania. Powiem tak – pierwsze ubranka uprałam i prasowałam, ale potem już nie miała na to czasu ani miejsca w mikro kawalerce. Gdy się przeprowadziliśmy na swoje, moja przygoda z prasowaniem zaczęła się na nowo. Od kilku miesięcy po prostu nie prasuję – mam w pralce funkcję „bez zagnieceń”, wieszam wszystko równiutko na suszarce i po prostu składam i segreguję od razu po wyschnięciu. To oszczędza tyle czasu! Prasuję tylko koszule. Serio, tak robię i nawet tego nie widać. Jak mi przyszło robić pranie codziennie, zwłaszcza z ubrankami syna, to nie byłam w stanie ogarnąć prasowania. Cóż, są rzeczy ważne i ważniejsze.

15. Zaopatrzenie. Jeśli po porodzie nie będziesz miała w domu do pomocy męża czy też mamy (ja nie miałam, bo akurat mąż zaczął nową pracę tydzień przed narodzinami synka), dobrze mieć pełną zamrażarkę.

  • W słoiku czy pudełku polecam zamrozić sobie zupę (nie lejcie do pełna i nigdy nie wkładajcie lodowatego słoika do ciepłej lub gorącej wody od razu po wyjęciu z lodówki – wiem to z własnego doświadczenia niestety).
  • Pierogi. Zrób sama, niech ci zrobi mama, babcia czy kup jakieś dobre i zamroź sobie kilka porcji.
  • Kotlety – rybne, mięsne czy warzywne. Kilka porcji na pewno się przyda.
  • Sosy – ja przed porodem zrobiłam sobie zapas sosu do spaghetti. Można zapasteryzować w słoikach w piekarniku albo po prostu zamrozić. Co wolicie. Taki gotowy sos nie raz ratował nam puste żołądki.

16. Coś dla mamy. Jeśli karmisz i nie możesz pić alkoholu, a masz ochotę na coś innego, polecam napój ze słodu jęczmiennego Bavaria. Jest bezalkoholowy, zawiera słód i wodę, bez ulepszaczy. Słód jęczmienny zwiększa też laktację, ale ma przeciwne działanie jeśli ktoś cierpi na insulinooporność.

17. Szkoła rodzenia. Macie możliwość, to zapiszcie się. Jak dla mnie to bardzo przydatna forma przygotowania na dziecko. Myślę, że i bez tego kobiety rodzą i wychowują dzieci, ale warto posłuchać ludzi, którzy mają doświadczenie w kwestii porodu i pielęgnacji niemowlęcia. Ważne – starajcie się chodzić tam z przyszłymi tatusiami – niech się też przygotują i choć trochę wiedzą, co ich czeka 😀

Macie może jeszcze jakieś ciekawe propozycje dla przyszłych mam i rodziców. Piszcie, to uaktualnimy listę.

 

 

 

Share:
Written by omatulu!
O matulu! Mama, żona i nauczycielka. Zwykła-niezwykła, jak każda kobieta i jak każda matka.