Dawno już zbierałam się za napisanie tego posta, a to przede wszystkim za sprawą dwóch sytuacji – obejrzeniu jednego odcinka serialu Black Mirror (Czarne Lustro) „Arkangel” (odcinek 2, sezon 4), o tym jak matka od najmłodszych lat za sprawą pewnego urządzenia kontroluje życie swojej córki, a potem „zgubieniem” swojego własnego dziecka podczas wakacji podczas tzw. mini disco dla dzieci.

Zgubienie to zbyt duże słowo, bo po prostu dziecko ładnie sobie tańczyło, a ja stwierdziłam, że no nie mogę stać cały czas obok niego, więc odejdę kilka kroków dalej, uprzednio mu o tym mówiąc – i będę go obserwować. Wystarczył ułamek sekundy, bo nawet nie sekunda, gdy nagle syn wbiegł między dzieci i straciłam go z oczu. Gdzie on jest? Serce wali jak oszalałe, już mam w oczach sceny, że już go nigdy nie zobaczę. Rozglądam się, patrzę w który rząd ławek mógł wejść, ale nic nie widzę – za dużo dzieci, za dużo dorosłych, za głośno. To wszystko trwało kilka sekund, ale dla mnie wieki. Na szczęście mąż, który stał trochę dalej z wózkiem zorientował się, że coś jest nie tak i po prostu poszedł okrążyć scenę. Scena i widownia nie były jakieś duże, więc szybko udało mu się znaleźć Olka. Nie wyobrażacie sobie, chociaż pewnie tak, co ja czułam! Jeszcze nie założyłam okularów, co utrudniało mi dostrzeżenie własnego dziecka z daleka. Po tej sytuacji miałam ochotę zakolczykować syna jak tą krówkę, zaczipować go, żeby jak się zgubi, albo go ktoś porwie – żebym go mogła odnaleźć. Albo nie wiem przypiąć go łańcuchem do swojej ręki albo wózka. Serio, ja takie miałam myśli.

I gdzie jest granica?

Czy miłość rodziców usprawiedliwia paniczny strach o dziecko i ich nadopiekuńczość? Gdzie jest granica chronienia swojego dziecka? Co zrobisz, żeby je chronić ? A jeśli chronić to przed czym? Przed porwaniem, pedofilami, wypadkiem, pobiciem, byciem zastraszanym przez kolegów, przed złą oceną, przed smutkiem, kłótnią z kolegami, nieprzyjemnymi doświadczeniami i sytuacjami czy w ogóle przed życiem?

Obejrzyjcie ten odcinek – wtedy będziecie dokładnie wiedzieli o co mi chodzi z tą ochroną i kontrolą rodzicielską.

Strach.

Tylko mając swoje dziecko można doświadczyć tego rodzaju strachu i obaw, zwłaszcza po takich sytuacjach ze „zgubieniem” dziecka. Myślę, że duży wpływ na ten strach i obawy rosnące w rodzicach mają nie tyle czasy, w którym żyjemy, co media i świadomość tego, co może dziecku grozić. Przecież kiedyś też byli pedofile, nie raz słyszymy teraz z opowiadań dorosłych ludzi, o tym co im się przydarzyło nawet te 20 czy 30 lat temu. Kiedyś też były prześladowania w szkole, tyle że na mniejszą skalę, bo nie było internetu i nie można było wszystkiego upublicznić za sprawą facebooka czy innych portali. Kiedyś też dzieciaki się „gubiły” rodzicom na pikniku, w sklepie czy na plaży i jakoś się odnajdowały. Zawsze było tak samo, tylko nasza świadomość i wiedza o tym była mniejsza. Gdzieś coś się wydarzyło i albo wyszło na jaw, albo i nie – ale nie trąbiły o tym wszystkie telewizje i gazety.

Epoka strachu.

Niestety, ale sami się w to wpędziliśmy. Rodzice poniekąd też zmuszeni są do pewnej kontroli, wręcz inwigilacji swoich pociech, nawet nastolatków, bo niech któryś się upije i zrobi jakąś głupotę, to potem wszystkie media o tym piszą wszem i wobec i pojawiają się pytania – gdzie byli rodzice? No przecież nie da się ciągle mieć na oku nastolatka. A media żyją z sensacji, zbrodni, porwań, ataków i to wszystko jest nam serwowane w nadmiarze. Mamy przeświadczenie, że świat składa się tylko z tych złych rzeczy i że nasze dziecko, i my sami zresztą, jesteśmy zagrożeni.

Czy w ogóle można uchronić małe dziecko. Przed czym?

Nigdy nie będziemy w stanie uchronić dziecka na 100 procent. Nie zawsze będziemy obok, dlatego jedyne co możemy zrobić to ochronić je poprzez wychowanie, wpajanie pewnych zasad, zachowań w danych sytuacjach i rozmowach. Nie jednej, ale częstych rozmowach o tym jak się zachować jak zobaczysz, że mamy albo taty nie ma obok albo co zrobić gdy stanie się coś złego?

Mój 2,5-latek jest bardzo szybki i na prawdę ciężko za nim nadążyć, co potwierdzają wszyscy nas znający, ale sytuacja z wakacji uświadomiła mi, że muszę mu zwracać większą uwagę na pewne kwestie, a nawet na to jak się zachować w pewnych sytuacjach. Oczywiście, że nie raz powtarzałam mu, że nie można uciekać i sobie gdzieś iść, bo się zgubi, ale cóż, dziecko to dziecko, pewnie zależy to też od temperamentu.

Co zrobić gdy dziecko zniknie nam z oczu?

Przede wszystkim nie panikować – jasne! Tak całkiem się nie da, ale te punkty są bardzo istotne:

  1. Jeśli jest to podczas festynu czy dużej imprezy a nawet w markecie, od razu wołaj głośno: imię dziecka – może usłyszy i zaraz przybiegnie, ale przede wszystkim – zginęło dziecko – chłopczyk dwa lata, blondyn, niebieskie spodnie, czerwone sandały, białe adidasy, pomóżcie mi. Bo nigdy nie wiadomo, czy dziecko po prostu się zagubiło w tłumie, czy ktoś je gdzieś zabrał. To dlatego istotne jest, żeby jak najwięcej ludzi mówiło właśnie to samo: zaginął chłopczyk, Jaś, dwa lata, blondyn, niebieska bluzka, czerwone spodnie, buty adidasy zielone. Łatwiej w ten sposób będzie ludziom rozpoznać dziecko jeśli nie płacze lub nie krzyczy. Taki rysopis może też popsuć szyki ewentualnym porywaczom (Boże jak to piszę, to mam ciarki i oby coś takiego już nigdy mnie ani nikogo z Was nie spotkało!).
  2. Szybko udać się do ochrony czy do prowadzących imprezę, żeby podali informację o dziecku przez głośniki.
  3. Jeśli powyższe punkty po ok. 10  czy 15 minutach nie przyniosą rezultatu, dzwonić na policję. Serio, tu liczy się szybkość, bo jeśli chodzi o porywaczy, to (z opowiadań policjantów z rodziny) wiem, że działają szybko i tu liczy się czas.
  4. Gdy znajdziemy dziecko, bo po prostu samo się oddaliło, nie krzyczmy na nie tylko przytulmy ale stanowczo wytłumaczmy, że nie można się oddalać od rodzica samemu, bo jest dużo ludzi i go nie widzimy i może się zgubić albo coś mu się może stać.

Jak pomóc dziecku się nie zgubić albo odnaleźć.

Ciężko to pewnie byłoby wyegzekwować od dwulatka, ale uczyć należy od małego.

  1. Częste rozmowy o tym, że dziecko nie może się samo oddalać i tracić rodzica z pola widzenia.
  2.  Jeśli chce gdzieś pójść musi podejść do mamy/taty czy innego opiekuna i mu najpierw o tym powiedzieć.
  3. Nie można iść samemu z kimś nieznanym, nie można go brać za rękę, nie można brać od niego jedzenia, cukierków, picia. Nie można iść z nikim, nawet jeśli ten ktoś chce pokazać pieska czy kotka.
  4. Tylko mama, tata albo ktoś z rodziny może dawać buziaki czy dotykać pupkę.
  5. Jeśli ktoś nieznajomy chce je gdzieś zabrać niech krzyczy bardzo głośno pomocy, ratunku, nieznajomy!
  6. Naucz dziecko jego imienia i nazwiska oraz adresu, starsze, ale takie, które jeszcze nie ma komórki, może znać wasz numer telefonu.
  7. Baw się z dzieckiem w ogrywanie ról lekarza, strażaka, policjanta albo nawet zgubienie. Dziecko może być policjantem a ty udawać zgubione dziecko, albo odwrotnie. Taka zabawa bardzo pomaga. Dobrze też podczas zabawy pokazać dziecku, jak wykręcić numer alarmowy (112) w telefonie i dobrze taki numer na kartce powiesić na lodówce czy gdzieś na drzwiach. Poinstruuj dziecko, że musi czekać aż ktoś odbierze i powiedzieć co się stało i gdzie mieszka (w razie gdyby nie wiedziało i tak go namierzą).
  8. Zawsze przed pójściem do sklepu, plac zabaw czy miejsce gdzie będzie więcej ludzi przypomnij dziecku o zasadach. Tak, dwulatek może i się zastosuje, może i nie, raz posłucha, raz nie, ale trzeba zaczynać jak najwcześniej i to na pewno przyniesie dobry rezultat.
  9. Gdy zorientuje się, że nie ma obok nikogo bliskiego, niech stanie w miejscu i się nie rusza.
  10. Następnie niech krzyczy głośno: Zgubiłem się, pomocy! 

Ważne, żeby mówiąc dziecku to wszystko nie przestraszyć go zbytnio, powiedzieć że trzeba takie rzeczy wiedzieć, uczyć się, że my też się tak uczyliśmy jak byliśmy mali i że na pewno jak tak zrobi to mamusia i tatuś go znajdą i nic się nie stanie.

Gadżety ułatwiające kontakt z dzieckiem.

  1. Adresówki. Można wszyć w kurtkę lub przyczepić dziecku do plecaka naszywkę, brelok z telefonem do rodziców.
  2. Telefon komórkowy (raczej u dzieci szkolnych) z aplikacją rodzicielską śledzącą dziecko tzw. aplikacje lokalizacyjne czy rodzinne.
  3. Zegarek smartwatch z lokalizatorem.
  4. Smycze lub plecaki ze smyczą dla dziecka (na zakupy, na spacer wzdłuż ruchliwej ulicy).

Do tej pory nie korzystałam z żadnego, ale szczerze to kiedyś chyba kupię dziecku smartwatcha. Nie wiem, sama nie wiem. Teraz jest jeszcze za mały ale już takie 4 czy 5 latki lubią nosić zegarki, więc może wtedy. Może gdy pójdzie do szkoły, ale nie wiem sama. Nie wiem gdzie zaczyna a gdzie kończy się granica kontroli. Nue chcę przesadzać i żyć w strachu i karmić strachem dziecko. Co o tym myslicie?

Przyznam, że ten wpis był dla mnie trudny do napisania, bo jak tylko przypomnę sobie o tej naszej sytuacji z wakacji, to nachodzą mnie myśli, a co by było, gdyby mąż go tak szybko nie dostrzegł?

Pamiętajmy, nie będziemy mogli być z naszym dzieckiem non-stop, nie zawsze będziemy wiedzieć co robi, gdzie jest – i – jak pokazuje film, o którym pisałam, chyba dobrze.

Nie można też myśleć, że wszędzie czai się zło i nawet nie należy tak myśleć, bo można dziecku zrobić krzywdę wzbudzając w nim lęk i nieufność.

Jednak są sytuacje przed którymi należy ostrzec dziecko jasno i warto to robić, bo tylko poprzez takie rozmowy i wychowanie możemy puścić nasze dziecko w świat i pozwolić mu po prostu żyć. Bo przecież prędzej czy później wyjdzie samo na podwórko, do spożywczaka, do kolegi, a kiedyś na imprezę. A nam rodzicom pozostaje tylko ufność, że będzie dobrze, bo musi być, bo jak my przeżyliśmy to i nasze dzieciaki przeżyją i dadzą radę!

Share:
Written by omatulu!
O matulu! Mama, żona i nauczycielka. Zwykła-niezwykła, jak każda kobieta i jak każda matka.