Parówki. Temat rzeka. Krążą mity na temat tego, z czego to one nie są zrobione. Ale cóż, kupując niejedną kiełbasę lub wędlinę w sklepie, można się zdziwić tym, co ona tam zawiera w składzie i czasem parówki wypadają w tym zestawieniu lepiej (ale tylko niektóre).

Nie jest to wpis propagujący codzienne zajadanie parówek, bo osobiście jem je może raz w miesiącu albo i rzadziej. Syn też jakoś specjalnie za nimi nie szaleje, czasem nawet nie zje. Po prostu jesteśmy nauczeni jeść inne rzeczy, ale – wcale nie wstydzę się przyznać – czasem najdzie mnie ochota na hot doga i koniec!

Jeść czy nie jeść? – Oto jest pytanie.

Cóż, to zależy czy Wam smakuje czy nie. Na pewno nie powinno ich się jeść codziennie, bo po prostu nie są to jakieś super wartościowe i odżywcze produkty. Ale czasem nachodzi ochota albo po prostu brak czasu i wtedy po nią sięgamy.

Jak zatem wybrać parówki?

Czytaj skład i już! Dla mnie podstawa to brak azotynu sodu i fosforanów. A popatrzcie na składy większości parówek‌, nawet tych dla dzieci – azotyn! A jest on rakotwórczy, więc chyba raczej niekoniecznie wskazany zwłaszcza dzieciom. Fosforany zaś zmniejszają wchłanianie wapnia, osłabiają kości, więc samo się rozumie – zwłaszcza u dzieci raczej nie są wskazane. Pewnie, raz na rok może i taki azotyn czy fosforan nie zaszkodzi, ale jak ktoś je częściej na pewno obojętne naszemu zdrowi nie będą.

Mój rankig parówek wygrywają te z serii Pure z Biedronki (ok 5 zł). Mają w składzie co prawda jakis aromat, no ale lepszych nie znalazłam. Mają mięso, są bez MOM (mięsa oddzielnego mechanicznie) i bez azotynów i fosforanów.

Dobry skład mają też te z Lidla: Piratki i Pikok Pure, ale jakoś smakowo bardziej odpowiadają mi ostatnio te z Biedry.

Trzecie miejsce zajmują parówki, które znalazłam w Carrefourze, ale nie pamiętam firmy, dlatego zawsze czytajmy skład! To ma znaczenie.

Kupując parówki na wagę w mięsnym niestety nie spotkałam takich bez azotynu (tak, proszę Panie o pokazanie mi składu, nie czytanie). Także, zwracajcie uwagę na te niby cielęce pyszne paróweczki.

Umiar i etykiey.

Umiar to podstawa nie tylko w jedzeniu i myślę, że tego trzeba się trzymać. Ale ważne, a może i najważniejsze, jest czytanie etykiet. Ja już mam taki nawyk i wcale nie jest to strata czasu.

I nawet spośród parówek można wybrać coś w miarę dobrego i od czsu do czasu pozwolić sobie na szybkie śniadanie.

Zatem smacznego – tylko z głową i umiarem! I skoro jest lepszy wybór, mniejsze zło, to korzystajmy!

 

Share:
Written by omatulu!
O matulu! Mama, żona i nauczycielka. Zwykła-niezwykła, jak każda kobieta i jak każda matka.