Nie da się zabezpieczyć dziecka przed upadkiem i urazem, bo czasem nawet idąc potkie się o własne nogi i niefortunnie upadnie. Nie uchronimy malucha przed wszystkim co złe, ale rolą rodzcia jest dbanie o bezpieczeństwo i przewidywanie, a przede wszystkim wyrabianie dobrych nawyków u swoich pociech.

Kask to dobry nawyk.

Oj, dobra, dziś bez kasku, co może się stać na rowerku biegowym czy hulajnodze. A może. Może akurat nie dziś, nie jutro, ale za tydzień albo za kilka lat. Nie przewidzimy tego, oczywiście – oby nic się nie wydarzyło, ale skoro już kaski wymyślono i nie jest to jakiś kolosalny wydatek, to warto poświęcić te ok. 30 czy 40 złotych, żeby potem nie wyrzucać sobie, że chciało się zaoszczędzić na zdrowu dziecka.

Uczenie dziecka noszenia kasku to uczenie dobrego nawyku. Póki maluch jest mały, mamy nad nim kontrolę, ale jak będzie większy i sam będzie chodził na rower, musi już sam o siebie zadbać. Koleżanka niedawno ze swoim dwulatkiem wychodziła na dwór i stwierdziła, że przecież założy mu kask na dworze. No i stało się – glowa rozbita o szafkę na korytarzu. Sekunda i się stało.

Mam też koleżankę, starszą ode mnie, sporo po 40-stce, której mąż uwielbiał przejażdżki rowerowe. Tylko, że kasku nie nosił, po prostu nie miał nawyku, myślał, że nie musi. Kilka lat temu przewrócił się na ścieżce rowerowej. Był nieprzytomny, ogólnie było z nim źle. Na szczęście wyszedł z tego, ale niestety jakiś uraz mózgu pozostał i cóż, nie jest to już ten sam człowiek.

Przejeżdżanie na rowerze przez pasy.

Mój spacer wygląda tak: wózek, obok Olek na rowerku lub Olek w wózku a na wózku rowerek. No cóż. Zdarzyło mi się pozwolić synowi kilka razy przejechać przez przejście na rowerze. Pchałam wózek a Olka trzymałam mocno za bluzkę. Bardzo mocno. Nie wyrwałby mi się, ale czy na pewno? A nawet jeśli nie, to chodzi tu o sam nawyk bezpiecznego przechodzenia, właśnie – przechodzenia, nie przejeżdżania, przez przejście. Nie robię tak już. Sporo przed przejściem syn schodzi z roweru i wchodzi do wózka, zapinam go lub biorę go mocno za rekę i ostrożnie przechodzimy. Teraz on sam już wie, że trzeba zejść z roweru przed zebrą i przypomina mi o tym ochoczo. Tak jak mówię, teraz jest mały, jestem zawsze obok, ale za te 6-7 lat przecież pójdzie sam na rower (nie wiem jak ja to przeżyję) i wolę wiedzieć, że zrobiłam wszystko, co w mojej mocy, żeby nauczyć go dbać o bezpieczeństwo.

Bo choć nie unikniemy w życiu upadków, to mogą być one mniej bolesne w skutkach.

U Was kask to też podstawa? Jakie macie jeszcze inne patenty na bezpieczeństwo?

Share:
Written by omatulu!
O matulu! Mama, żona i nauczycielka. Zwykła-niezwykła, jak każda kobieta i jak każda matka.