Nadszedł ten czas. Do pracy wrócić trzeba, a dla malucha też już pora rozpocząć nowy etap. Olo będzie miał dwa i pół roku, gdy znacznie swoją przygodę z przedszkolem i sama nie wiem, które z nas to gorzej zniesie 😀 Rok temu do żłobka się nie dostał, a że w naszym przypadku, tzn. moim, pensja wyniosłaby tyle co miejsce w żłobku, daliśmy sobie spokój i byłam z Olkiem rok dłużej. Najwspanialszy rok w naszym życiu. Mogłam na spokojnie (o ile z dzieckiem to możliwe) obserwować jak się rozwija, jak dorasta i zmienia się z dzidziusia w małego człowieka z charakterem. Na wszystko jednak przychodzi czas i muszę powrócić do świata ludzi pracujących, a i Olkowi przyda się kontakt z rówieśnikami.

Trudny wybór.

Co zatem wybrać – prywatne czy państwowe? Ja z przyjemnością wybrałabym żłobek lub przedszkole państwowe, ale na liście oczekujących już drugi rok z rzędu jesteśmy w takim miejscu, że musiałby stać się cud, żeby nas przyjęli. Do państwowego przedszkola nawet system internetowy go nie dopuścił, bo jest z rocznika 2016, a koledzy z grudnia, starsi tylko dwa tygodnie, już mogli się o to starać. Dlatego, musieliśmy zdecydować się na prywatną placówkę, już przedszkole, bo 2,5-latka szkoda wysyłać do żłobka, między innymi z tego względu, że są one po prostu droższe.

Z racji tego, iż mam kilka nauczycielek z przedszkola w rodzinie i wśród koleżanek, to powiem jak to wygląda od kuchni. Zresztą, sama ostatnio byłam w odwiedzinach u mamy (spokojnie, już po jej godzinach pracy :D) i widziałam jak to funkcjonuje.

  1. Niskie opłaty. Nie ma porównania z prywatnymi placówkami.
  2. Warunki lokalowe. Przestronne, widne sale. Budynki przedszkoli w środku są raczej odremontowane, to już rzadkość spotkać jakąś ruinę, na prawdę.
  3. Otoczenie. Placówki państwowe mają własny teren zielony i sporej wielkości place zabaw. Jest to wielki atut, bo dzieciaki powinny jak najwięcej czasu spędzać na dworze.
  4. Doświadczona i stała kadra. Nauczycielki w placówkach państwowych raczej nie zmieniają pracy jak rękawiczek, co jest korzystne dla maluchów, które bardzo reagują wszelkie zmiany. Doświadczenie w pracy z dziećmi też ma swoje plusy, bo sama wiem, co mówię – trzeba wypracować sobie swoje metody i tyle. Nie jest prawdą, że starszym paniom się już nic nie chce, wiecie, są i młode w prywatnych, które nic nie robią. Wiem jak pracują moja mama i ciocia i ich koleżanki i na pewno nie jest to przysłowiowe siedzenie za biurkiem.
  5. Własna kuchnia. Większość państwowych placówek ma własną kuchnię, co jest dużo lepsze niż catering. Kilka lat temu była moda na zamykanie kuchni i catering właśnie, ale okazało się to mniej opłacalne, a jakościowo była olbrzymia różnica.
  6. Państwowe placówki są zazwyczaj czynne już od 6 lub 6.30 rano, co dla pracujących lub dojeżdżających rodziców jest dużym plusem.
  7. Minusem są mała ilość zajęć językowych i duże, około 25-osobowe grupy dzieci. Ale, zazwyczaj jest w sali ktoś do pomocy, zwłaszcza u młodszych dzieci, więc nie ma z tym problemu.

Jeśli, z własnego wyboru, lub przymusu – jak u nas – decydujecie się na prywatną placówkę, oto kilka wskazówek.

Na co zwrócić uwagę wybierając prywatny żłobek lub przedszkole?

1Czas ma znaczenie. Rekrutacja. Jeśli planujecie zapisanie dziecka do żłobka lub przedszkola, zabierzcie się za to kilka miesięcy wcześniej. Dobre placówki, w dobrych punktach komunikacyjnych i o dobrych opiniach, bardzo szybko zapełniają miejsca. Ze żłobkami jest gorzej, bo jest ich po prostu mniej. Jeśli chcecie posłać maluszka od wakacji lub wrzesnia, lepiej rozpocząć poszukiwania zaraz po Nowym Roku. Oczywiście, że gdzieś zawsze znajdzie się miejsce, ale jeśli już macie płacić za to niezłą sumę, a zależy wam na lokalizacji i opiniach, to warto zajść się tym wcześniej

2. Lokalizacja. Nie tylko cena, ale i odległość od domu oraz waszej pracy to bardzo istotne kweatie. Jeśli możecie, znajdzcie coś w miarę blisko domu lub, ewentualnie, jakoś pomiędzy domem a trasą waszej pracy. Zastanówcie się dwa razy nad posłaniem dziecka do żłobka lub przedszkola na drugim końcu miasta, zwłaszcza dużego, bo długa podróż będzie dla malucha bardzo mecząca.

3. Warunki lokalowe. Przede wszystkim sala. Na pewno nie będą to sale takie jak w państwowych przedszkolach, ale dla takiej 15stki dzieci ok. 25m2 to raczej podstawa. W takiej sali jest już komfortowo, muszą przecież być stoliki, jakaś przestrzeń do zajęć lub swobodnej zabawy (dywan). Okna. Zwróćcie uwagę, czy sale są widne i czy można uchylić okno. Dziecko będzie tam spędzało ok 8 lub nawet 10 godzin dziennie, więc światło naturalne jest bardzo ważne. Klimatyzacja. Zapytajcie, czy pomieszczenie jest klimatyzowane. Niestety, ale nawet często czyszczona klimatyzacja nie zastąpi świeżego powietrza i możliwości otwarcia okna.

4. Wystrój. Rozejrzyjcie się, czy w salach lub na korytarzu wiszą prace dzieci. Tylko wiecie – WŁASNE prace – nie takie przygotowane na pokaz dla rodziców. To też świadczy o podejściu dyrektora i właściciela przedszkola do dzieci i ich rodziców. Bo skoro obrazki są na pokaz, to reszta też może być tylko taka.

5. Otoczenie. To bardzo ważna kwestia. Idealnie, jeśli przedszkole ma własny, ogrodzony teren  zielony z placem zabaw, ale może być też tak, że wynajmuje go od np. przedszkola obok, więc warto zwrócić na to uwagę. Uwierzcie mi, dzieci muszą spędzać czas na powietrzu, a wyjście na plac zabaw, który jest położony daleko od placówki to niełatwe zadanie.

6. Godziny otwarcia. Koniecznie sprawdźcie w jakich godzinach możecie przyprowadzić dziecko w cenie czesnego. Niektóre przedszkola, po określonej godzinie naliczają dodatkowe opłaty.

7. Zajęcia dodatkowe. Prywatne przedszkola prześcigają się w organizacji zajęć dodatkowych. Sprawdźcie więc, czy zajęcia te są w cenie czesnego czy sa2 płatne dodatkowo. Czytajcie dokładnie umowę, żeby nie było tak, że np. tylko pierwszych kilka zajęć jest w cenie czesnego, a za kontynuację trzeba dopłacać. Z racji zawodu polecam zajęcia językowe.

8. Kadra. Zwróćcie uwagę, poczytajcie opinie, czy w przedszkolu nie ma dużej rotacji. Wiecie, pensje nauczyciela w przedszkolach prywatnych nie powalają, a jest to ciężka 8-godzinna praca, plus zebrania, pisanie planów, przygotowanie zajęć czy diagnozy gotowości dziecka, więc młode nauczycielki po studiach, gdy zobaczą jak to wygląda od kuchni, często rezygnują (zwłaszcza w dużych miastach). A taka rotacja w nauczycielach nie jest przecież obojętna dzieciom. Warto, mimochodem, może gdzieś na spacerze z dzieckiem, podejść pod przedszkole i poobserwować czy panie po prostu lubią pracę z dziećmi, jak się do nich odnoszą, bo nie oszukujmy się, ale to ciężka i odpowiedzialna praca, do której trzeba mieć powołanie i odpowiedni charakter.

Native speaker. Często przedszkola chwalą się zajęciami z nativem, ale warto sprawdzić jego pochodzenie (chodzi o akcent głównie) i czy potrafi pracować z dziećmi. „Nauka” angielskiego w przedszkolu to nie typowa lekcja w szkole. Tu wszystko musi być naturalne, tak żeby dziecko zanurzyło się w środowisku językowym i czerpało radość z zabawy z językiem.

9. Logopeda. Psycholog. Dobrze, jeśli w placówce, na miejscu, można skorzystać z fachowej pomocy specjalistów. A jeśli jest to wliczone w czesne, jeszcze lepiej.

10. Własna kuchnia lub catering. Własna kuchnia to niewątpliwie wielka zaleta, ale niestety mało prywatnych przedszkoli może sobie na nią pozwolić. Jeśli placówka oferuje catering, warto spytać o firmę i poprosić o przykładowy jadłospis.

11. Grupy dzieci. Niektóre przedszkola oferują łączone grupy, np. dwu i trzylatki z czterolatkami lub czterolatki z pięciolatki. Czasem mamy co do tego obawy, ale taki miks bardzo korzystnie wpływa na rozwój zarówno dzieci młodszych jak i starszych, które to, nie bójmy się, na pewno się nie uwstecznią przez kontakt z młodszymi.

12. Monitoring. Big Brother na całego, ale chyba takie mamy już czasy. Wiele przedszkoli oferuje stały dostęp do platformy, za pomocą której możemy podejrzeć co aktualnie robi nasza pociecha.

13. Szatnia. Miejsce na wózki. Warto przyjrzeć się szatni, bo to w niej dzieci będą się ubierać na spacery. Jeśli będzie to ciasna klitka, zanim wszystkie dzieci się wybiorą, to sporą się na całego, a wtedy o przeziębienie nie trudno. Niektóre placówki oferują miejsce na przechowanie wózka, bo czymś te młodsze dzieci przywieźć w końcu trzeba.

14. Podłoga w salach. Obecnie wielkie dywany raczej nie są praktykowane nawet w państwowych placówkach, raczej jest to coś małego, głównie do zajęć lub ćwiczeń, a tak w salach jest zazwyczaj parkiet, bo po prostu łatwiej go utrzymać w czystości. Niektóre placówki stawiają na płytki, zamiast parkietu, ale nie jest to najlepsze rozwiązanie. Jest zimno, no chyba, że jest ogrzewanie podłogowe, i ślisko.

15. Zabawki. Przedszkole to nie tylko zajęcia edukacyjne. Przedszkole to drugi dom dla malucha, a poprzez swobodną zabawę dzieci uczą się interakcji z rówieśnikami, kreatywności i samoorganizacji, które są istotnymi elementami w ich rozwoju. Dobrze wyposażona sala gwarantuje dzieciom edukującą, wspólną zabawę, dlatego  klocki, książeczki, kredki, kolorowanki, kartki papieru (tak, dokładnie – zwykłe białe kartki), układanki, kuchenka, samochody, lalki, misie czy wózki dla lalek to chyba podstawa. Dzieci bowiem powinny „uczyć się” też zabawy same ze sobą, bez ingerencji nauczyciela, no chyba, że jest taka konieczność.

Wspaniale byłoby znaleźć idealne miejsce spełniające wszystkie nasze wymagania, ale nie wiem czy to na pewno możliwe. Z państwowymi jest łatwiej, bo gdzie nas przydzielą, tam idziemy, a skoro musimy płacić niezłą sumę, to wybieramy i wybieramy. Ale cóż, wiadomo, że każdy chce jak najlepiej dla swojej pociechy.

Dodam tylko, że coraz więcej powstaje w naszym kraju tzw. przedszkoli wzorowanych na modelu przedszkoli skandynawskich,  tzw. leśnych, gdzie stawia się na kreatywność i samodzielność dzieci. Dodatkowym atutem tych przedszkoli są warunki lokalowe: zazwyczaj jest to dom z dużym ogrodem, gdzie maluchy mają swój ogródek, o który muszą dbać. Czas spędzany na dworze jest zatem bardzo owocny, dosłownie i w przenośni. Niestety, w naszej okolicy nie ma takiego przedszkola, a chyba takie podoba nam się z mężem najbardziej.

Jeśli uważacie, że jest jeszcze coś na co koniecznie trzeba jeszcze zwrócić uwagę, piszcie.

P.S. Dodam tylko, że absolutnie nie jestem przeciwna przedszkolom prywatnym! Wiadomo, że w takich placówkach jest mniej dzieci w grupie, więc zawsze to korzyść dla dziecka. Chodzi mi o to, że jeśli ktoś nie może sobie pozwolić na prywatne, to nie koniec świata i nie ma sensu rozmyślać czy przypadkiem nie zrujnuje się tym faktem przyszłości swej pociechy, bo jest wiele państwowych przedszkoli, gdzie dziecko będzie zadbane, „nauczone”, ale przede wszystkim szczęśliwe.

 

 

 

 

 

Share:
Written by omatulu!
Mama. Nauczycielka. Dziewczęca kobieta, która chyba za dużo marzy. Ale marzyć każdy może, bo marzenia przecież mogą się urzeczywistnić.