Nie jest to tekst o tym, żeby się nie przejmować i zawsze przekuwać porażkę w sukces. Ani o tym, by być wiecznie szczęśliwym. Będzie to tekst o tym, że porażki i złe wybory, pomimo, iż obrywamy po dupie, to najnormalniejsza normalność i – że wszyscy mamy do nich prawo. I o tym, że patrząc wstecz, choć to oklepane – wszystko ma sens.

„Porażki” i „złe wybory” z perspektywy czasu okazują się wcale nie takie złe, bo gdyby nie one, nie bylibyśmy w tym miejscu, w którym jesteśmy teraz i nie bylibyśmy po prostu SOBĄ.

„Porażka”.

12 lat temu miałam maturę. Ja – dobra uczennica, no zawaliłam ją. Chciałam być albo lekarzem, albo nauczycielką angielskiego. Matura totalnie nie poszła mi z fizyki, ale wiem, że to moja wina, bo za mało się jej uczyłam, oj dużo za mało. Zawsze chyba podświadomie bardziej stawiałam na anglistykę, ale pomimo super zdanego angielskiego, polski poszedł mi beznadziejnie. Próbną zdałam z polskiego najlepiej w szkole, a w maju zawaliłam. Miałam chyba 60%, ale jak tylko zobaczyłam tematy, to wiedziałam, że mi nie podeszły. 60% jak się okazało, to było za mało, ale w końcu dostałam się z odwołania.

Nie wiem co poszło nie tak, bo cieszyłam się na te studia, a gdy przyszło co do czego, to byłam strasznie zagubiona i nieszczęśliwa. Zajęcia to był jakiś koszmar – ja nic nie rozumiałam. Miałam FCE, super zdałam maturę z angielskiego, a dostałam jakiejś blokady i wydawało mi się, że to nie moja bajka i z tego wszystkiego rozchorowałam się na oskrzela tak, że przez 2 miesiące dochodziłam do siebie. Cóż, może na tę blokadę wpłynęły zajęcia z jedna panią „profesor”, która szydziła na pierwszych zajęciach z naszych (studentów) imion i nazwisk i od razu stwierdziła, że i tak nic nie umiemy i że jesteśmy tumanami, bo po nowej maturze. Dodała, że po starej to byśmy się tu nigdy nie dostali. Dodam, że ową panią traktują w świecie naukowym z przymrużeniem oka, w życiu chyba niekoniecznie jej się układało, więc chyba chciała po prostu wylać wiadro pomyj na młodych ludzi, bo tak jej było najłatwiej się wartościować. Niektórzy na jej zajęciach normalnie się trzęśli i bali, żeby tylko nie padło ich nazwisko do odpowiedzi. Chyba nie tak miały wyglądać studia. Wyobrażacie sobie coś takiego? Ja teraz pewnie inaczej bym zareagowała na takie teksty, ale wtedy miałam 19 lat i byłam zastraszona. Studia niestety zawaliłam. Ale – poznałam tam mojego obenego męża a co on zrobił, gdy ja zawaliłam studia? – też je zostawił, mimo, że wszystko zaliczył. Potem razem wyjechaliśmy na nasza „wyprawę” życia do UK, skąd po 2 tygodniach wróciliśmy spłukani i oszukani. Nieźle, co! Ale dobrze się stało, bo za miesiąc zmarła moja kochana Babcia, więc cieszę się, że mogłam ten cenny czas jeszcze z Nią spędzić. Poza tym, na spokojnie złożyliśmy jeszcze raz papiery na studia, też na anglistykę i powiem Wam, że było to najlepszych 5 lat mojego życia. Studiowalismy razem, mieliśmy super grupę i wykładowców, jakoś tak się odblokowałam, że nagle wszystko rozumiałam. Było ciężko, nie powiem, dużo nauki, ale było mega ciekawie i jakoś tak klimatycznie. I teraz wiem, że te moje wszystkie „porażki” miały sens, bo spotkałam swoją Miłość, mamy super syna-rozrabiakę, spotkałam koleżankę, dzięki której zdecydowałam się na Warszawę, sprowadziłam tu męża i dzięki temu jesteśmy w takim miejscu, że możemy powiedzieć, że jesteśmy szczęśliwi. Dodam, że moja przyjaciółka (taka prawdziwa, bo od 25 lat!!) też rok temu przyjechała do Warszawy za naszą namową i właśnie tu spotkała swoją Miłość życia (no po części tu, po części na spotkaniu klasowym z podstawówki, ale to właśnie Warszawa ich do siebie zbliżyła).

„Zły Wybór”.

Porażka porażką, ale co jeśli dokonamy złego wyboru? Mamy ponosić tego konsekwencje do końca życia i czuć ten ciągły niedosyt już zawsze? U nas złym wyborem było kupno mieszkania w miejscu, gdzie teraz mieszkamy. To nie mój świat, nie nasz świat, nie nasze miejsce na Ziemi i tyle. Ktoś może pomyśleć, że wymyślamy, bo przecież mamy mieszkanie, a są tacy co nie mają i powinniśmy się cieszyć. Ale my też mamy na to kredyt na 30 lat, więc tak super ekstra to nie jest. Wiele rzeczy nie pasuje nam w obecnym mieszkaniu i miejscu, ale cóż, przynajmniej przez 4 lata musimy tu jeszcze zostać. Miałam chwile załamki, bo w poprzednim miejscu (choć było wynajęte) byliśmy tacy szczęśliwi. Nie docenialismy tego, co mieliśmy, wielu rzeczy nie dostrzegaliśmy, kupilismy mieszkanie na szybko, bo urodził się Olek i na 30m2 zrobiło się ciasno. Po przeprowadzce na drugi koniec miasta czułam się jakbym trafiła do obcego świata. Nic tu nie było moje i choć przez 2 lata trochę przywykłam, poznałam nowych, fajnych ludzi na osiedlu, to ciągle czuję, że nie jest to „nasz wymarzony dom”. Ja wiem, nigdy nie jest idealnie, ale czy nie warto wyciągnąć z tej gorzkiej lekcji życia wniosków i pozwoli, małymi kroczkami dążyć do spełnienia swoich marzeń?  Myślę, że skoro mamy tylko jedno życie, tu na Ziemi, to chyba trzeba żyć w zgodzie ze sobą i swoimi przeczuciami.

To wszystko jest moje.

Moje „porażki”, moje „złe wybory” nie były bezcelowe. Gdyby nie one, nie poznałabym wielu ludzi, którzy są obecni w moim życiu. Gdyby nie one, nie dowiedziałabym się i nie doświadczyłabym tylu rzeczy. Tak miało być, tak się stało tyle. Nic na to nie poradzę, czasu nie cofnę, ale może i dobrze. Bo to, co mi się przydarzyło ukształtowało mnie i sprawiło, że jestem sobą właśnie. Brzmi książkowo? Może i tak, ale to prawda, bo co komu przyjedzie po ciągłym umartwianiu się? Takie jest życie – popełniamy błędy, dokonujemy raz złych, raz dobrych wyborów. Raz jesteśmy szczęśliwi, raz smutni i nie unikniemy tego. Nie skupiajmy się na porażkach i złych wyborach, ale na ludziach, których dzięki nim poznaliśmy i na tym, czego nas nauczyły. Pełnia szczęścia raczej nie istnieje i mamy prawo do wszystkich naszych odczuć. Spełniajmy marzenia, wyznaczajmy sobie nowe cele, ale w tym wszystkim nie zapominajmy po prostu cieszyć się chwilą – uśmiechem swojego dziecka, pięknym zachodem słońca podczas podróży we dwoje, dobrym dniem, spotkaniem z przyjaciolmi, zakupami w spożywczaku bez dziecka. A te niby porażki i złe wybory tak po prostu, tak po ludzku przeżyjmy, bo kto wie, co dobrego z tego wyniknie!

Share:
Written by omatulu!
Mama. Nauczycielka. Dziewczęca kobieta, która chyba za dużo marzy. Ale marzyć każdy może, bo marzenia przecież mogą się urzeczywistnić.