Bądź, bądź i bądź. Zewsząd każą nam jacy mamy być. Wszystkim. Kobietom, mężczyznom i dzieciom. Babeczka ma być fit. Ma się realizować na wielu płaszczyznach – zawodowo i w małżeństwie i jako matka. I wszystko z uśmiechem, klasą i wielką gracją niczym z okładki magazynu albo instagramowego profilu fit mam. Obiady gotować i serwować jak w Top Chefie i dom mieć czysty niczym Perfekcyjna Pani Domu. Ale faceci też lepiej nie mają, chociaż w porównaniu z kobietami i tak są na uprzywilejowanej pozycji. Jednakże, oni też muszą tryskać szczęściem i optymizmem, oczywiście również w nienagannym wydaniu, najlepiej z kulkami mocy w gardle. I broń Boże żeby schabowego z ziemniakami nie lubili, bo to już w ogóle nie wypada. A dzieci? Tak na marginesie -czy w tych czasach można jeszcze być dzieckiem? Od narodzin, co ja mówię, już w brzuchu, stymulujemy rozwój swoich pociech puszczając im Beethovena, a jak tylko się urodzą od razu kupujemy im masę zabawek i grzechotek, bujaczków i leżaczków, a jak tylko skończą 3 miesiące to idziemy z nimi na Musical Babies albo Gordonki, żeby jak to wszędzie mówią „stymulować ich rozwój”.  A potem to już tylko zajęcia typu angielski, hiszpański i chiński, basen i karate i balet -rzecz jasna. A co tam – jak w tej reklamie z Knoppersem – cały dzień zajęty i tylko przerwa na wafelka, a – no i za kilka lat na fotkę na Instagrama.  Każą nam. Tak – wszędzie każą nam być szczęśliwymi, fit, podążać w kierunku wyznaczonych celów, samorealizować się. No, ok, wiadomo, że fajnie jak człowiek jest szczęśliwy i spełniony, ale to ja już tak mam siedzieć i wyznaczać sobie te cele do zrealizowania i ćwiczyć mózg, nie wspominając już o ciele,  jak to głoszą niektórzy, żeby być szczęśliwą? I gdzie tu miejsce na prawdziwe życie? Na zmęczenie po pracy i dojeździe do domu? Na stertę ubrań czekającą na wyprasowanie, nie wspomnę już o praniu. Na męczący weekend z ząbkującym dwulatkiem, który właśnie przechodzi słynny bunt dwulatka, a na dworze mega smog. Nie – to nie tak, że marudzę. Ja po prostu chcę mieć prawo do chwil zwątpienia, do gorszego dnia, do zjedzenia schabowego albo nabiału, do tego, że nie muszę odzyskiwać formy sprzed ciąży po dwóch tygodniach od urodzenia i do tego, żeby obiad nie wyglądał jak z restauracji u Amaro. Chcę mieć prawo do bycia nie taką jak z okładki magazynu albo ekranu komputera. Chcę się cieszyć wtedy kiedy mam na to ochotę i smucić albo być złą gdy tak czuję. Sukces nie jest zły, szczęście jest ekstra, ale życie nie składa się z pasma sukcesów i samych szczęśliwych i idealnych dni. Może warto to przyjąć do wiadomości i trochę odpuścić. Bo czy to aż taki grzech po prostu BYĆ?

Share:
Written by omatulu!
O matulu! Mama, żona i nauczycielka. Zwykła-niezwykła, jak każda kobieta i jak każda matka.