Długi wpis, ale może którejś mamie pomoże. Coś o karmieniu piersią, bo niby to takie naturalne i powinno być pięknie jak z obrazka, a jest inaczej. To coś wspaniałego, ale dla większości mam wcale nie jest to takie łatwe. A to zastoje, a to – on płacze i się nie najada i tak oto matka nie wie już czy dobrze czy źle karmi, czy wyżywi to dziecko czy zagłodzi na śmierć. Tak to wygląda. Przeczytajcie jak było u mnie.

Oprócz bezgranicznej miłości, uwagi i wsparcia możemy jeszcze dać coś bardzo cennego naszym maluchom – mleko matki. Gdyby wiedza laktacyjna a zwłaszcza pomoc laktacyjna w naszym kraju działały sprawnie i kompetentnie (to drugie przede wszystkim), to raczej większość matek byłaby w stanie karmić swoje dziecko piersią przez min. 6 miesięcy. Ale niestety – przekonanie, że dziecko płacze albo nie może zasnąć, bo jest głodne jest u nas głęboko zakorzenione. No a skoro głodne, to dać raz butlę i drugi, i wow – śpi. Ano śpi, bo jak się najadło czegoś, bo ciężko strawić tak małemu organizmowi, to i śpi, żeby organizm wreszcie mógł sobie z tym poradzić. A po kilku takich butlach z mm o dziwo jakoś zmniejsza się laktacja a potem mówią matki – oj ja to miałam za mało mleka. Wiem co mówię, bo mi wcale łatwo nie było z karmieniem i wiele wyrzeczeń i wolnego czasu mnie to kosztowało, a jednak dałam radę. Także wiem – i nikt mnie nie przekona, że jest inaczej, chcieć, to móc i tyle!

Myślę, że nasza przygoda z karmieniem może pokazać, że jak się chce, to można, mimo problemów. Olek urodził się idealnie w 40 tygodniu ciąży. Dochodziła 24 i nagle coś zaczęło mnie kłuć gdzieś w plecach, jak przy okresie. No, ale jak już to kłucie przybierało na sile i systematyczności, to obudziłam śpiącego tatę i mówię: „Chyba się zaczęło”. A on: „Jesteś pewna, to na pewno to?” „No, na 100% nie wiem, pierwszy raz rodzę”. Po tej krótkiej wymianie zdań, półprzytomny tata zebrał torby do szpitala i razem poczłapaliśmy do samochodu ażeby to udać się w kolejną podróż, z której tym razem mieliśmy wrócić już we trójkę. W szpitalu, a rodziłam w Św. Zofii, akurat nie było kolejki, jedna pani przede mną, więc po ok 40 min i formalnościach, już byłam na sali porodowej, bardzo ładnej zresztą. Olek urodził się o 10.10 rano, czyli po ok 10 godzinach. Coż, bolało, tym bardziej, że miałam bóle krzyżowe, poprosiłam o znieczulenie, ale po jakichś max. dwóch godzinach po znieczuleniu śladu nie było i no cóż… czułam wszystko dokładnie. Ale – przynajmniej znieczulenie pomogło mi chwilę odpocząć, bo byłam wykończona skurczami, które były częstsze niż co minutę a rozwarcie jeszcze dosyć małe. Na szczęście, Olo urodził się cały i zdrowy, 10 na 10, ale waga dosyć niska – 2770. Od razu kontakt skóra do skóry i cycuś. Później przenieśli mnie na salę poporodowa gdzie akurat było nas ok 5, bo tyle było pacjentek, ale na drugi dzień leżałam już w super dwuosobowej sali z najwspanialszą towarzyszką i jej córeczką, z którymi do tej pory utrzymujemy kontakt i również dzięki wsparciu której dałam radę karmić.

Karmienie

Olo spadł na wadze do 2450, więc sporo, panie położne kazały dużo leżeć i karmić, żeby jak najwięcej przybrał, jeśli by się nie udało istniała możliwość karmienia mlekiem z banku mleka, ale ja bardzo chciałam swoim, więc te pięć dni leżeliśmy i się karmiliśmy. W końcu przybrał na wadze i trafiliśmy do domu. Olo to był cycojad totalny, wisiał na mnie non stop, jadł mało a często i to bardzo, oj co godzinę to na pewno. W międzyczasie miałam i zastoje pokarmu i raz już nawet byłam skłonna dać butlę ale jakoś opanowaliśmy się z mężem, uśpiliśmy ryczące dziecko i później, spokojnie, już przez sen wyjadł wszystko ładnie. Generalnie, zaczął ładnie jeść jak miał 3 miesiące.

Zastoje pokarmu

Już sama nie wiem czy to zastój był czy co, generalnie pierś napełniała się mlekiem, a mleko nie płynęło, dziecko ssało, a mleko nie leciało, co prowadziło do tego, że Olo się denerwował i płakał a ssąc pobudzał pierś do produkcji mleka, to nie chciało lecieć, więc pierś robiła się olbrzymia i mleko stało. W końcu zasypiał i przez sen jakoś wszystko wyssał. Dopiero jak miał ok 8 miesięcy, zorientowałam się, że problem był u mnie taki, że tworzył mi się czop taki biały i zatykał ujście kanalika. Wtedy czystymi rękami lub wysterylizowaną igłą ten czop delikatnie podważałam i było wszystko ok, gdybym to wcześniej wiedziała… Może igła brzmi strasznie, ale to wcale nie bolało. Dopiero po roku jakoś przestałam mieć z tym problem, może raz się pojawił. Obecnie cycojad ma 2 lata i je może raz lub dwa w ciągu dnia, raczej do drzemki i na noc.  W nocy budzi się. Raz, czasem wcale, to zależy. No, chyba, że idą zęby, wtedy ssie jak niemowlę, bo to mu pomaga w bólu. Jak tylko wyjdą mu ostatnie piątki, mam nadzieję, że za około miesiąc już będzie po wszystkim, chcę już zakończyć karmienie. Olo też jest gotowy, tylko muszę go nauczyć zasypiania bez piersi w dzień i w nocy a wtedy mam nadzieję będzie ok, bo w dzień właściwie już piersi nie chce.

Konsultantka laktacyjna

Jak Olek miał 3 miesiące, to wydawało mi się, że się nie najada, bo krótko ssie, a byłam przyzwyczajona do tego, że wisiał na mnie godzinami. Ale przyszła Pani, która jest doradcą laktacyjnym i zobaczyła moją technikę karmienia, zważyła Olka przed i po i okazało się, że wszystko ok, tylko Olek zjadał mniejsze porcje a częściej, no i szybciej. Trzy miesiące zajęło mu nauczenie się sprawnego jedzenia, no – w miarę sprawnego bo i tak często jadł. Także – jeśli macie wątpliwości, to nie bójcie się korzystać z porad laktacyjnych. Fakt, wydałam, ok 120 zł, ale to i tak taniej niż mleko modyfikowane, a dowiedziałam się wielu rzeczy na temat karmienia. Żałuję, że dopiero po 3 miesiącach zdecydowałam się na taką wizytę. Jeśli jest taka możliwość, to warto karmić swoim mlekiem, bo to czyste zdrowie i oszczędność. Taki 2 w 1 😀

Przybieranie na wadze

Jestem na kilku stronach na fb, dot. żywienia dzieci i często mamy piszą, że lekarz kazał dokarmiać, bo dziecko mało przybiera albo waży za mało. Otóż Olek zawsze był w tej dolnej granicy, ale na szczęcie trafiłam na takich lekarzy, którzy nie sugerowali butli, tylko częstsze karmienia, więcej nocnych karmień, bo wtedy pokarm bardziej tłusty i ewentualne dokarmienie odciągniętym mlekiem przez rurkę lub strzykawkę, żeby nie zaburzać procesu karmienia. Niestety u mnie to nie skutkowało, bo byłam w stanie odciągnąć laktatorem dosłownie kilka kropel. Zresztą, do tej pory nie jestem w stanie odciągnąć więcej a karmię 25 miesięcy i mam dużo pokarmu, tzn. jak Olkowi idą zęby i ssie więcej, pokarmu automatycznie też jest więcej – tak to działa. Także pamiętajcie – laktator to nie wyznacznik pokarmu i jeśli macie problem znajdźcie pomoc, szukajcie konsultantki laktacyjnej lub doradczyni laktacyjnej, zazwyczaj są to doule lub położne.

Problemy z wagą ustały ok 5 miesiąca i Olek już nie wyglądał jak wychudzone dziecko, tak na marginesie ja też byłam z tych chudych dzieci i mój mąż też, tak więc geny chyba były tu decydujące. Rozszerzanie diety zaczęliśmy po 6 miesiącu (no, może kilka dni wcześniej, bo akurat mieliśmy coś z działki) ale o tym później.

Share:
Written by omatulu!
O matulu! Mama, żona i nauczycielka. Zwykła-niezwykła, jak każda kobieta i jak każda matka.